Nie tylko w hokeja da się grać na lodzie…

Inicjatywy oddolne mają to do siebie, że potrafią angażować całe masy ludzi, podczas gdy komercyjne przedsięwzięcia potrzebują do tego ogromnych pieniędzy. Kilku młodych bytomian dobitnie tego dowiodło, organizując Bytomską Grę Miejską. Jej druga edycja okazała się dużym sukcesem, bowiem wzięło w niej udział ponad 200 osób!

Bytomska Gra Miejska

Choć mogłoby się zdawać, że taka forma rozrywki interesuje tylko młodzież, w Bytomskiej Grze Miejskiej rywalizowali także bardziej dojrzali ludzie. Myślę, że mieli w tym starciu przewagę, ponieważ zadania postawione przed uczestnikami, wymagały bardzo dobrej znajomości miasta. Spora wiedza na temat historii, czy architektury Bytomia nie gwarantowała jednak zwycięstwa. Trzeba było wykazać się także refleksem, spostrzegawczością i zdolnością kojarzenia faktów. A także szybkim krokiem :P.

Bytomska Gra Miejska

W sobotę odbędzie się trzecia edycja Bytomskiej Gry Miejskiej. Choć aura nie jest zbyt sprzyjająca do biegania po mieście, to myślę, że warto się ciepło ubrać i wziąć udział. Mało która zabawa sprawia tyle radości. Nie da się tego porównać ani z grami planszowymi, ani ze sportem. To jak paintball, tylko że umysłowy :P.

Bytomska Gra Miejska

Udział jest darmowy. Start o 13:00 w Agorze, a koniec o 16:00 na Lodowisku Miejskim przy ul. Pułaskiego, gdzie gracze będą mogli się za darmo poślizgać. Na najlepsze zespoły czekają fajne nagrody: wejściówki na imprezy w Beceku, babeczki i bony do wykorzystania w Big Baba Cupcakes, wejściówki na ściankę wspinaczkową w hali Na Skarpie, pizze i rabaty w restauracji Bottega, rabaty i wejścia na platformę wibracyjną w Martess Spa&Massage, kebaby w Istambul Kebap przy ul. Rycerskiej. Jak widać, warto wziąć udział.

Bytomska Gra Miejska

Niestety Bytomska Gra Miejska nie ma jeszcze własnej witryny, dlatego po więcej szczegółów kieruję na Facebooka: CLICK!

Przemysł na Śląsku w PRL-u

Od niedawna po sieci krąży film „Przemysł Górnego Śląska” z 1975 roku, wyprodukowany przez Wytwórnię Filmów Oświatowych w Łodzi. Warto go obejrzeć, przymykając oko na typową dla tych czasów propagandę, bo można w nim zobaczyć kilka archiwalnych obrazków z naszego miasta. M.in. dworzec PKP przed przebudową elewacji, nieistniejącą już wieżę wodną przy pl. Wolskiego i fontannę na Rynku z charakterystycznych „szklanych” kamieni. Zapraszam na seans:

Ostatni drewniany kościół w Bytomiu

Często z dużym żalem wspomina się o spaleniu drewnianego kościółka w parku Kachla, natomiast na naszych oczach znika drugi taki obiekt w naszym mieście i w zasadzie nic nie robi się, żeby temu zapobiec. Szkoda, bo jak tak pójdzie, to w ciągu kilku najbliższych lat stracimy szereg najbardziej charakterystycznych zabytków.

Drewniany kościółek na Bobrku

Zapewne niewielu słyszało o drewnianym kościółku, stojącym na placu Drzymały na Bobrku. To jedyny obiekt z Bytomia znajdujący się na Szlaku Architektury Drewnianej Województwa Śląskiego. Wzniesiono go w 1932 roku, w ciągu zaledwie kilku miesięcy, a to dzięki temu, że do jego konstrukcji użyto prefabrykatów. Zaprojektowała go pracownia architektoniczna Kurta Nietzschego, natomiast budową zajęła się firma Christoph und Unmack z łużyckiego miasta Niesky. Patronat nad kościołem objęła Huta Bobrek, która przekazała parcelę na osiedlu robotniczym, a także elementy wyposażenia.

Kościółek przy ul. Stalowej

Jego forma architektoniczna jest mniej spektakularna, niż kościółka z Mikulczyc, stojącego niegdyś w parku Kachla, ale nie można mu odmówić uroku. Składa się z jednej nawy, prezbiterium z jednym ołtarzem oraz zakrystii z zapleczem. Nad dwuspadowym dachem góruje niewielka dzwonnica, zwieńczona małym, metalowym krzyżem.

Okna drewnianego kościółka

Niestety jego stan od lat się pogarsza. Dziurawy dach już od dłuższego czasu jest zakryty jedynie niebieską płachtą, a okna i drzwi pozabijano płytami pilśniowymi. Mimo to do środka można bez problemu dostać się poprzez niezabezpieczone okienka piwniczne i rozbite fundamenty. Jeśli tak dalej pozostanie, to będziemy mogli żałować straty kolejnego drewnianego kościółka…

Ps. Przy okazji poszukiwania informacji na temat tego kościółka natrafiłem na kapitalną witrynę o architekturze drewnianej na Śląsku: www.drewnianyslask.za.pl. Gorąco polecam! Istna perełka, prawdziwe kompendium wiedzy!

Mieliśmy dwa pałace. Teraz mamy… ćwierć.

Przed II Wojną Światową na terenie Bytomia znajdowały się dwa pałace. W Szombierkach swoją siedzibę miał Karol Godula, a w Miechowicach Franz von Winckler. Niestety „wyzwolenie” miasta przez Armię Czerwoną, choć praktycznie odbyło się bez walki, miało fatalne skutki dla majątków obu magnatów przemysłowych. Pałace zostały splądrowane, a gdy nie było już nic do zabrania, zwyczajem żołnierzy radzieckich, zostały podpalone.

Pałac Tiele-Wincklerów

Po wspaniałej siedzibie Goduli do dziś przetrwały tylko wspomnienia. Wypalone mury rozebrano po wojnie i w ich miejscu postawiono parterowe przedszkole kopalni Szombierki. Podobnie było z pałacem Wincklera. Pomimo że budynek nie został doszczętnie spalony, polskie władze postanowiły dopełnić dzieła Rosjan. Niemal 10 lat po pożarze, w 1954 roku podłożono dynamit i wysadzono go w powietrze. Szkoda, bo podobno mury były w stosunkowo dobrym stanie. Mój dziadek opowiadał mi, że zaraz po przeprowadzce z Francji, jako dziecko bawił się z kolegami z ruinach „miechowickiego zamku”. Szczęście w nieszczęściu, pałac wysadzono na tyle nieudolnie, że do dziś przetrwało jedno skrzydło, z charakterystycznym okrągłym narożnikiem, sprawiającym wrażenie zamkowej baszty.

Pałac Wincklerów

Trwałość budowli Tiele-Wincklerów imponuje. 66 lat po poważnym pożarze wciąż stoi. Wytrzymała lata eksploatacji górniczej pod Miechowicami, różne warunki atmosferyczne, złomiarzy… Niestety wygląd pałacu skłania do stwierdzenia, że to już ostatnie lata jego istnienia. Mury są w coraz gorszym stanie. Władze miejskie niezbyt garną się do ich wzmacniania. W dodatku w najbliższym czasie pod dzielnicą ponownie ma odbywać się wydobycie węgla. W pobliżu pałacu znajduje się kilka pokładów, które zamierzają eksploatować górnicy. Wszyscy wiemy jaki wpływ miało podkopywanie kamienic na Karbiu i łatwo można sobie wyobrazić co się stanie z pałacem, znajdującym się w znacznie gorszym stanie.

Pałac Franza von Wincklera

Dawną siedzibę Franza von Wincklera można jeszcze ocalić. To ostatni moment, by uratować dziedzictwo ludzi, którym zawdzięczamy chwalebne rozdziały w historii Bytomia. Na Facebooku założyłem stronę „Pałac Wincklerów w Miechowicach„. Jeśli zbiorę stosowne poparcie, postaram się nakłonić władze miasta i Kompanię Węglową do zabezpieczenia ruin. Zachęcam do polubienia tego fanpage’a. Może wspólnymi siłami uda nam się przedłużyć żywot tej wspaniałej budowli.

Babeczkowa mania

Bytom ogarnęła babeczkowa mania, a wszystko za sprawą nowego lokalu przy ul. Gliwickiej, który w krótkim czasie zrobił spektakularną karierę. Trudno się dziwić. Wystarczy tam wejść i zakosztować tamtejszych łakoci, żeby zakochać się w tym miejscu. Właściciele Big Baba Cupcakes w zasadzie nie muszą się nigdzie reklamować, bo robią to za nich klienci, opowiadając znajomym jakie pyszności można tam dostać. W tym i ja :P.

Big Baba Cupcakes

Przypomina to trochę fenomen Fanaberii, choć oba lokale różnią się zarówno pod względem wystroju, jak i menu. Jest jednak pewien mianownik, który je łączy. To unikatowa w skali miasta oferta i wyjątkowy sposób obsługi. Big Baba – podobnie jak Fanaberia – zaoferowała bytomianom coś, czego dotąd w tym mieście nie było, co do tej pory było dostępne jedynie w dużych miastach jak Kraków, czy Katowice. W przypadku Fanaberii były to przeróżne herbaty, wystrój i sala, w której siedziało się po turecku, natomiast w przypadku Big Baby są to babeczki. I to nie takie z „tytki”, lecz ręcznie robione, według własnych receptur, dekorowane z największym pietyzmem. Sposób obsługi w obu lokalach jest bardzo podobny. Klientom służą sami właściciele, starający się nawiązać przyjacielskie relacje z klientami, dzięki czemu czuć tam wręcz rodzinną atmosferę. Co ciekawe, w Big Babie pracuje obecnie jeden z dawnych kelnerów Fanaberii. Jestem przekonany, że wiele dziewczyn jest z tego faktu bardzo zadowolona :P.

Big Baba Cupcakes

Babeczki z Gliwickiej to istny majstersztyk. Są wyrabiane własnoręcznie przez właścicieli, wyłącznie z naturalnych składników, nierzadko ściąganych z zagranicy, ponieważ w Polsce moda na pieczenie babeczek jeszcze się na tyle nie rozpowszechniła. Do wyboru jest kilka rodzajów. Czekoladowe, marchewkowe, pomarańczowe, truskawkowe, bananowe, a nawet boczkowe (w ofercie są też słone muffiny, tzw. Chłopy) :P. Wystarczy zjeść jedną i człowiek traci rozum. Do nich można sobie zamówić oczywiście coś do picia; kawy, herbaty Dilmah oraz modne napoje Wostok i DR. GO.

Big Baba Cupcakes

Lokal znajduje się w ciekawym miejscu, bowiem na dziedzińcu świeżo wyremontowanej kamienicy. Nad głowami gości Big Baby nie ma sufitu – jest wysoka na dwa piętra przestrzeń, zamknięta szklanym dachem. Wygląda jakby to nie było w tym brudnym, zniszczonym Bytomiu, tylko np. we Wrocławiu :P. Interesujące jest, że w tym samym budynku mieści się sporo firm, kierujących swoją ofertę do kobiet. Sklepy odzieżowe, masażyści, kosmetyczki itp. Menu Big Baby z przepysznymi słodkościami zdaje się idealnie wpasowywać w specyfikę tych firm.

Big Baba Cupcakes

Kto jeszcze tam nie był, musi koniecznie się wybrać. Więcej takich ciekawych pomysłów na gastronomię, a nasze miasto może się stać kulinarną mekką. Przykład Big Baby pokazuje, że w Bytomiu da się zrobić dobry interes, tylko trzeba wyjść do ludzi z wyjątkową ofertą. Kolejnym kebabom już dziękujemy! 😛

A na koniec nagie Bytomskie Baby:

Big Baba Cupcakes

Gdzie na narty? Do Bytomia!

A propos post scriptum w mojej ostatniej notce – pragnę przedstawić kolejną ciekawą atrakcję, będącą w zasięgu każdego mieszkańca Bytomia: Dolomity Sportową Dolinę! Gdy zapowiadano budowę stoku narciarskiego w naszym mieście wielu pukało się po głowach. W 2002 roku słowo stało się ciałem i w Suchej Górze otwarto całoroczne trasy narciarskie z wyciągiem, oświetleniem i igielitem. Początkowe plany były bardziej ambitne, bo ośrodek miał posiadać także halę do squasha, basen i inne atrakcje, ale faktem jest, że w tym roku DSD będzie obchodzić swoje 10-lecie! Pomimo pewnych kontrowersji związanych z inwestorem, życzę Dolomitom dalszego rozwoju i kolejnych dziesięciu lat działalności :).

Dolomity Sportowa Dolina

Kto jeszcze nie był w Suchej Górze powinien wiedzieć, że znajdzie tam 700 m tras zjazdowych, trzy wyciągi, snowpark, zimowy tor dla quadów, tor saneczkowy i ścieżki rowerowe. Kto nie dysponuje własnym sprzętem, może go wypożyczyć na miejscu, a także skorzystać z lekcji jazdy na nartach lub snowboardzie. Na osoby zmęczone białym szaleństwem czeka przytulna restauracja o typowo górskim charakterze.

Dolomity Sportowa Dolina

Warto podkreślić, że ośrodek znajduje się we wnętrzu kamieniołomu Blachówka, mający w niektórych miejscach kilkudziesięciometrową głębokość. Co ciekawe, wydobycie zaprzestano dopiero w 1990 roku, a przyroda już dostosowała się do nowych warunków. Pionowe zbocza gęsto porosły drzewa oraz krzewy, dlatego można mieć wrażenie, że to miejsce wygląda tak już od setek lat…

Dolomity Sportowa Dolina

Miechowicka Ostoja Leśna

Nawet politykom czasem zdarza się zrobić coś dobrego :P. Ostatnio radni uchwalili utworzenie Zespołu przyrodniczo-krajobrazowego Miechowicka Ostoja Leśna obejmującego część Lasu Bytomskiego. Dzięki temu ten cenny zakątek zostanie objęty dodatkową ochroną prawną i w ten sposób ustrzeże się np. przed wycinką pod drogę, osiedle, czy jakiś zakład.

Polana w Miechowickiej Ostoi Leśnej

Podobnie jak Żabie Doły, Miechowicka Ostoja Leśna jest cenna z powodu działalności człowieka. Dawniej był to obszar intensywnego wydobycia rud ołowiu, cynku i żelaza. Z tego powodu grunt uległ przeróżnym deformacjom, ale mimo to natura przetrwała i przystosowała się do nowych warunków. W lesie mnóstwo jest hałd, stawów i starych szybów górniczych w postaci „stożków wulkanicznych”, co urozmaica krajobraz i powoduje, że spacery są jeszcze przyjemniejsze.

Działalność górnicza nie była jedyną ingerencją człowieka w to miejsce. W latach, gdy Miechowice należały do rodu Tiele-Wincklerów, zasadzono tam wiele gatunków egzotycznych drzew, normalnie nie występujących w naszym regionie. Rosną tam do dziś. Pochodzą z całego świata; z Alp, Azji oraz obu Ameryk.

Staw w Miechowickiej Ostoi Leśnej

Rodzina Tiele-Wincklerów poza egzotycznymi drzewami zostawiła po sobie jeszcze inne pamiątki. Między drzewami można odkryć zabytkową, kamienną ławę, z wyrytym gotyckim napisem „Rossen:Bank 1888” oraz źródełko w kamiennej obudowie. Prawdziwe skarby, o których nie wiedzą nawet mieszkańcy Miechowic.

Ława Różana - Rossen Bank

Źródło Różane w Miechowicach

Gratuluję radnym podjęcia słusznej decyzji. Mam nadzieję, że ochrony doczekają się kiedyś ruiny pałacu Tiele-Wincklerów w pobliskim Parku Ludowym. Inaczej zniknie kolejny ślad po tym wspaniałym rodzie.

Ps. To fascynujące, że mieszkając w tym mieście w ciągu zaledwie 20 minut jestem w stanie dotrzeć do tylu ciekawych miejsc. Zabytki, rezerwaty, boiska, pole golfowe, Opera, stok narciarski i wiele, wiele innych… To wstyd, że niektórzy narzekają, że nie ma tu, co robić. Ujawnia to ich niewiedzę na temat ich własnego miasta.

Cała prawda o Bytomiu

Na Bytomskim trwa dyskusja o złych cechach miasta. Majeranek – jeden z użytkowników, których ogromnie cenię za swoją pasję w odkrywaniu Bytomia – napisał w temacie fantastyczną rzecz. Pozwolę sobie zacytować:

A ja Bytom kocham. Kiedyś co prawda nie interesował mnie zupełnie i nawet się nie zastanawiałem, jaki mam do niego stosunek, ale potem nagle „zapałałem”. Najpierw wciągnęły mnie Miechowice (niby sypialnia, blokowisko itp.), a potem zacząłem interesować się Bytomiem. 

To tak, jakby widzieć dziewczynę codziennie w autobusie i myśleć sobie „Oj, nie za ładna dziewczyna”, a potem przy jakiejś okazji ją poznać. I okazuje się, że panna mądra i dowcipna. W taki sposób niejeden się zakochał.

Bytom to właśnie taka brzydka panna, której pomogłoby choćby samo podmalowanie. Ale z charakteru – do rany przyłóż.

Nic dodać, nic ująć. Sama prawda.

Górnictwo daje miastu w kość od lat…

Problem budynków rozpadających się w efekcie bezmyślnego wydobycia węgla spod miasta nie jest nowy. Występował już po wojnie, ale ze względu na specyfikę tamtych czasów, nie można było mówić o nim głośno. Węgiel był podstawą krajowej gospodarki, a w Bytomiu – mieście posiadającym najwięcej kopalń na swoim terenie – wytwarzano znaczną część Produktu Krajowego Brutto.

Dziś politycy z Warszawy zachowują podobnie jak ich poprzednicy z czasów Polski Ludowej. Nie liczy się nic, ani zabytki, ani ludzie. Ważne są pieniądze jakie daje węgiel. Ośmielę się stwierdzić, że dawniej było pod tym względem nawet lepiej, ponieważ górnictwo wspierało ekonomicznie miasto, rozbudowywało je, utrzymywało kluby sportowe i rozwijało kulturę poprzez sieć dzielnicowych domów kultury. Dziś kopalnie jedynie drenują ziemię pod naszymi stopami, dając w zamian głównie kłopoty, w postaci popękanych budynków i wyższych kosztów inwestycji w Bytomiu, które muszą być zabezpieczane przed ewentualnymi szkodami.

Starsi mieszkańcy wiedzą ile budynków zniknęło z powierzchni z powodu rabunkowego wydobycia. Według ich relacji ulice Stolarzowicka i Strzelców Bytomskich były zabudowane na całej długości. Dziś stoją tam pojedyncze budynki. Część z nich wkrótce trzeba będzie rozebrać, tak jak rozebrano np. okazały ratusz w Miechowicach w latach 90-tych i niedawno kamienice na Karbiu.

Liczę, że w końcu państwo Polskie odwdzięczy się naszemu miastu za wszelkie szkody, jakie mu wyrządziło, godząc się na wydobywanie węgla w taki sposób. Oby obietnica utworzenia specjalnego funduszu dla Bytomia i Wałbrzycha nie okazała się być jedynie przedwyborczą obietnicą i miasto otrzymało w końcu zastrzyk gotówki, który pomoże mu się odrodzić.

Hałda na Wrocławskiej: przed i po…

Od kiedy w naszym regionie zaczęto budować więcej dróg, bytomskie hałdy nikną w oczach. Najbardziej eksponowaną jest – a w zasadzie była – ta przy ulicy Wrocławskiej. Spośród wszystkich mieści(ła) się najbliżej ścisłego centrum miasta, natomiast u jej stóp przebiega(ła) ruchliwa Droga Krajowa nr 94. W ciągu niewiele ponad jednego roku, praktycznie zniknęła z powierzchni. Co by nie zanudzać – to zdjęcie zrobiłem w marcu 2010:

Hałda przy Wrocławskiej

Czubek szybu kopalni Bobrek-Centrum był wówczas ledwo widoczny, a gdy hałdę gęsto zarastały drzewa, nie było go w ogóle widać. Dziś można go podziwiać w pełnej krasie:

Hałda przy Wrocławskiej

Jeszcze trochę i o tym, że była tam hałda, będą świadczyć jedynie te zdjęcia :).

Ciekawe co tam w przyszłości powstanie. W Życiu Bytomskim z kwietnia 2010 pisano o wydaniu decyzji o Warunkach Zabudowy dla tego terenu określających budowę obiektów mieszkalnych wielorodzinnych z drogą dojazdową i podziemnym parkingiem. Czy to realne? Trudno przewidywać, bo życie lubi zaskakiwać :P.