Cesarski Urząd Pocztowy

Budynek dawnego Cesarskiego Urzędu Pocztowego to jeden z najpiękniejszych obiektów architektonicznych w Bytomiu. Usytuowany nieco na uboczu przy ulicy Piekarskiej, nie jest tak znany i popularny jak by na to zasługiwał. Jednak gdy przyjrzymy się jego wyszukanej neomanierystycznej architekturze a przede wszystkim niemającym sobie równych na Górnym Śląsku dekoracjom rzeźbiarskim, przekonamy się o jego rzeczywistej wartości.

 

Dokładne przebadanie dokumentacji z archiwum pozwoliło ustalić architekta. Jego podpis zachował się tylko na jednym rysunku przedstawiającym elewacje frontową. Był nim Ewald von Rechenberg (1861-1934), architekt w Urzędzie Pocztowym Rzeszy.

Podpisani na innych rysunkach, a podawani błędnie w literaturze jako architekci: Fischer i Pein byli tylko miejscowymi kierownikami budowy (Der Örtliche Bauleiter).

Pochodzący ze szlacheckiej rodziny von Rechenberg jest dzisiaj prawie całkiem zapomniany. Udało się ustalić, że zaprojektował także (wspólnie z Ernstem Hake) pocztę w Strasburgu i Oldenburgu.

Ta ostatnia, wykazuje wiele formalnych podobieństw do poczty w Bytomiu. Rechenberg był także autorem wstępnego projektu poczty w Metz i niezrealizowanego projekt podniesienia wież katedry Wrocławskiej.

Bytomski projekt Rechenberga z 1905 roku został zrealizowany w latach 1906-1909. Fasada poczty w części centralnej jest symetryczna, a malowniczości dodają jej asymetryczne fragmenty boczne. Na froncie wyróżniającymi się dwie klatki schodowe zaakcentowane trójbocznymi ryzalitami. 



Na ukośnych pasach, pomiędzy oknami ryzalitów znalazły się płaskorzeźby przedstawiające pocztowe dyliżansy – jeden na kołach, a drugi na saniach. Te rzeźby zostały dosyć dokładnie wykonane według projektu Rechenberga.

Pozostałe dekoracje rzeźbiarskie są jednak inne, niż to założył architekt. Nawiązują one częściowo do manierystycznej architektury, ale częściowo do modnych w tym czasie form secesyjnych. Autora tych rzeźb niestety nie udało się ustalić, lecz jako ciekawostkę dodam, że wspomniane budynki poczty w Strasburgu i Metzu zdobione są podobnymi rzeźbami. Przypatrzmy się tym bytomskim bajkowym stworom, rzygaczowi, faunom, maszkaronom, prawdziwym i fantastycznym zwierzętom…

 

 

i na koniec jeszcze listonoszowi w zworniku bocznego portalu.

 

Więcej zdjęć na naszym FanPage’u.

W obronie miasta

Bytom został otoczony murami obronnymi między rokiem 1281 a 1294. Usytuowanie miasta na wzgórzu sprawiło, że mury wydawały się wyższe od zewnątrz niż od środka (z wyjątkiem części zachodniej gdzie teren był płaski). Zbudowany z kamienia wapiennego mur miał wysokość szacowaną na 6,60 do 9,50 metra, grubość – 2,20 do 2,70 metra, obwód około 1350 metrów i bronił obszaru o powierzchni blisko 12,5 hektarów. Na zewnątrz wykopana była sucha fosa o głębokości około 4 metrów. Zarys linii umocnień widoczny jest nawet dziś, po ponad 700 latach, w owalnym układzie ulic centrum Bytomia.

 

[zdjęcie lotnicze z zaznaczonym przebiegiem murów obronnych – duża rozdzielczość ]

Północno-wschodni narożnik (dzisiejszy plac Grunwaldzki) wzmocniony był przez zamek książąt bytomskich. W obwodzie murów znalazły się prawdopodobnie 24 baszty rozmieszczonych dosyć równomiernie co około 50 metrów.

[mury miejskie i baszty łupinowe w Paczkowie – podobne były w Bytomiu]

Pierwotnie do miasta wiodły dwie bramy: na zachodzie Pyskowicka – przemianowana później na Tarnogórską, a na wschodzie Sławkowska – później nazywana Krakowską.

[podwójny mur obronny i brama z szyją w Paczkowie]

Po podziale miasta w 1369 roku powstała po zachodniej stronie jeszcze jedna brama miejska – Gliwicka. W XV wieku miasto otoczono dodatkowo wałem ziemny, mającym chronić mury przed bezpośrednim ostrzałem artyleryjskim. Po zachodniej stronie, między bramą Gliwicka i Tarnogórską (na terenie dzisiejszej „Agory”) zamiast wału ziemnego zbudowano dodatkowy zewnętrzny niski mur.

Umocnienia Bytomia widoczne są na weducie wykonanej podczas podróży w 1536 roku Ottoheinricha do Krakowa.

Bytom przedstawiony jest od północnego-zachodu. Po prawej stronie można dostrzec wieże bram Pyskowickiej i Gliwickiej. W obwodzie murów jest jeszcze 5 innych wież: prawdopodobnie wieża zamkowa, brama krakowska oraz trzy wysokie baszty. Wieże ta miały około 15-20 metrów wysokości (bez dachu), zwieńczone były krenelażem i dachem namiotowym. Służyły one jako wielokondygnacyjne punkty obronne i obserwacyjne. W ich piwnicach mogło znajdować się wiezienie (tak było pod bramą Krakowską). Bramy miejskie chronione były dodatkowo przedbramiem złożonym z szyi zamkniętej wrotami. Elewacje bram ozdobione były rzeźbami. Prawdopodobnie jedna z takich rzeźb, z bramy Pyskowickiej (Tarnogórskiej) została umieszczona później w portalu kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.

Przedstawia ona dwóch giermków trzymających tarczę herbową (sam herb był tylko malowany lub został skuty w późniejszym czasie). Pozostałe baszty miały prostą formę łupinową i były równe wysokością murom miejskim.

Mury miejskie Bytomia zostały rozebrane na początku XIX wieku. Na zdjęciach z początku XX wieku możemy jeszcze zobaczyć fragmenty około 70 metrowy odcinka przy kościele Franciszkanów.

Niestety podczas budowy hali sportowej w 1929 roku większość i tego odcinka została rozebrana i dzisiaj możemy zobaczyć tylko 25 metrowy fragment.

 

Niewykluczone jednak, że fundamenty i dolne partie murów zachowały się w wielu innych miejscach. Podczas badań archeologicznych odnaleziono odcinki murów na terenie dzisiejszej Agory i przy ulicy Rycerskiej.

Poczytać i podyskutować o murach miejskich Bytomia można także na forum bytomski.pl – zapraszamy.

 

Bytomskie dzieła Wilhelma Hellera

W 2006 roku wyremontowano budynek u zbiegu ulic Prusa i Świętokrzyskiej we Wrocławiu. Kamienica, który przez kilkadziesiąt lat straszyła wrocławian, zmieniła się – dziś wzbudza zainteresowanie i pozytywne emocje.

 

Określana jest jako: „najbardziej oryginalna”, „jedyna taka w Polsce”, „najbardziej zachwycająca kamienica Wrocławia i perełka architektury secesyjnej”. Tak stolica Dolnego Ślaska, pełen gotyckich i barokowych zabytków, chwali się secesyjną kamienicą! 
A My! W Bytomiu jest wiele secesyjnych kamienic. Kilka z nich zaprojektował Wilhelm Heller, architekt wspomnianej na wstępie kamienicy we Wrocławiu. Niektórym z nich także przydałby się remont, a miastu podobna dbałość o wizerunek jak we Wrocławiu.

Ulica Dworcowa 22 – róg Moniuszki


Przechodzą Państwo obok niej codziennie. Niektórzy pewnie pamiętają znajdująca się od strony ul. Moniuszki – „Tosce”. Cofnijmy się jednak do o wiele dawniej do czasów. Do roku 1905, kiedy właścicielem budynku na rogu ulic Dworcowej i Moniuszki (wtedy Gimnazjalnej) był dr Max Bloch*, radca sanitarny i radny miejski Bytomia. Bloch zlecił wrocławskiemu architektowi, Wilhelmowi Hellerowi, zaprojektowanie w tym miejscu nowej, większej, wygodniejszej i bardziej eleganckiej kamienicy.

Na parterze znalazł się sklep i Kulmbacher’owska Piwiarnia, na I i II piętrze dwa rezydencyjne, duże mieszkania, a na III pietrze pracownia fotograficzna i mniejsze mieszkanie.

W elewacji zastosowano specjalną glazurowaną cegłę, w różnych kolorach i różnych rozmiarów, detale architektoniczne wykonano nie tylko ze sztucznego kamienia, ale także – co niezwykle – z metalu. Szklane zadaszenia i metalowe konstrukcje – są najbardziej śmiałą secesyjna realizacją na terenie Górnego Śląska. 

Architekt był niezwykle dumny ze swego dzieła, które opisał w fachowym tygodniku Ostdeutsche Bau-Zeitung. Dzięki temu opisowi wiemy, że podczas otwarcie kamienicy przemawiał architekt miejski Bytomia Carl Brugger oraz znamy nazwy wszystkich podwykonawców, z których zdecydowana większość pochodziła z Wrocławia.

Proszę spojrzeć na te śliczne, a tak zaniedbane detale (Nie powinno wydawać się zgody na wstawianie plastikowych okien w budynku wpisanym do rejestru zabytków!).

Wystarczy zamknąć oczy i wyobrazić sobie jak ta kamienica wyglądałaby po odnowieniu! Czy będzie ładniejsza od tej wrocławskiej? 

c.d.n.

 

——————
* Max Bloch był współzałożycielem i członkiem zarządu Towarzystwa Muzealno-Historycznego, które dało podwaliny do powstania Muzeum w Bytomiu. Bloch zmarł w 1929 roku. Jego dzieci uciekły przed nazistami do Stanów Zjednoczonych, gdzie ich potomkowie żyją do dziś. 

Na bilard – tylko pod Złotą Koronę

 

Plany najokazalszej kamienicy przy ulicy Krakowskiej – pod numerem 44 – sporządził w marcu 1897 roku mistrz murarski Robert Satke dla oberżysty Isidora Böhma.

Jednak już następnego miesiąca zmiany na tych planach zaakceptował nowy właściciel – Johann Prassek. Jak głosi trzymana przez aniołka wstęga – dom ukończono w roku następnym. 

W 1899 roku kamienica znowu zmieniła właściciela. Został nim Maks Angers (1876-1941). Angers prowadził w Bytomiu fabryczkę i hurtownię alkoholi. W kamienicy przy ulicy Krakowskiej otworzył sklepy (wejścia po bokach) oraz restaurację i szynk. Subtelnej różnicy między tymi pojęciami nie potrafię wyjaśnić (w oryginale: „Restaurant” i „Schank-lokal”), restauracja była prawdopodobnie czymś wykwintniejszym. W tylnym pomieszczeniu za restauracją można było nawet pograć w bilard. Do obu lokali wchodziło się przez główną bramę zwieńczoną złotą koroną. Po lewej znajdowała się restauracja, po prawej – szynk. Dziś oba wejścia są zamurowane, ale o świetności lokalu świadczą stiukowe dekoracje na ścianach i suficie sieni. Na fryzie przedstawiono dionizyjskie prace i zabawy małych dzieciaków – zbierających i wrzucających winorośl do wielkiej beczki, grających na instrumentach i tańczących czy ucztujących przy stole. 

Kilka lat później powstał tutaj także Hotel Goldene Krone (Złota Korona) wymieniony w Książce adresowej z 1913 roku . Maks Angres po ślubie z Różą Schickler wyjechał do Hamburga i jak się zdaje, nie prowadził już w Bytomiu interesów, a jedynie wynajmował należąca wciąż do niego kamienicę. Późniejsze losy tego żydowskiego małżeństwa, zakończone tragiczną deportacją do Mińska opisuje Hildegard Thevs na stronie kamieni pamięci. Losy bytomskich żydów są dziś w ich mieście całkiem zapomniane. Zapomniana jest także ta piękna, ale zaniedbana kamienica.

 

Wszystko to można zmienić i przywrócić blask naszym zabytkom!

Rewaloryzacja czy destrukcja?

Znajomy z blogu: http://bryla.gazetadom.pl/blogi/art1900 nadesłał mi zapomniany, a jakże ważny dla historii naszego miasta tekst: „Bytom – projekt rewaloryzacji centrum” pochodzący z miesięcznika „Architektura” nr 11 z roku 1975 (s. 355-357). Tekst odsłania wiele zapomnianych aspektów najnowszej historii Bytomia oraz mentalność ówczesnych środowisk architektonicznych. Jego znajomość wydaje mi się na tyle ważna, że przytoczę tutaj jego obszerne fragmenty i towarzyszące mu ilustracje – wraz z własnymi uszczypliwymi komentarzami, za które z góry przepraszam.

Autor tekstu – Andrzej Gliński – we wstępie pisze:

Bytom jest bodaj najstarszym miastem Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. O powstaniu miasta zadecydowały czynniki najzwyklejsze: warunki fizjograficzne, położenie na skrzyżowaniu szlaków komunikacyjnych i handlowych oraz, co jest najistotniejsze, miejscowe bogactwa naturalne – złoża węgla kamiennego i rud cynku. Powstanie miasta średniowiecznego na terenie obecnego śródmieścia przypuszczalnie przypada na wiek XII.

W rzeczywistości cynk zaczęto wykorzystywać w Europie dopiero w XVII wieku, a najstarszy przekaz o wydobyciu węgla kamiennego na Górnym Śląsku (Murcki) pochodzi z 1657 roku. Miasto na obecnym miejscu było lokowane w XIII wieku. Wstęp ujawnia więc brak wiedzy autora nie tylko w zakresie historii Bytomia, ale także historii techniki. Może to tym bardziej irytować, że tekst utrzymany jest w tonie kategorycznym i autorytatywnym.

Dalsza historię oraz stan obecny (rok 1975) Bytomia Gliński podsumowuje:

Losy miasta w okresie międzywojennym oraz tuż po wojnie nie były pewne. Dochodziła do tego niezbyt szczęśliwa działalność ludzi odpowiedzialnych za kształt przestrzenny miasta i jego wyraz architektoniczny. (…) A miasto tętniło i tętni życiem – 187 tys. mieszkańców, 97 tys. zatrudnionych, rozbudowujący się przemysł, wzrastająca rola miasta jako ośrodka centralnego północnego rejonu GOP — wszystko to wymagało szybkich decyzji. Pierwszym optymistycznym symptomem zmian było ogłoszenie przez Towarzystwo Urbanistów Polskich w roku 1972, na zlecenie prezydium MRN w Bytomiu, konkursu otwartego studialnego na opracowanie koncepcji zagospodarowania przestrzennego śródmieścia.

Ta niesławna decyzja Miejskiej Rady Narodowej w Bytomiu z 26 października 1972 roku wywołała entuzjazm biur architektonicznych. Liczyły one, że zostaną dostrzeżone w konkursie co oczywiście wiązało się z prestiżem i korzyściami materialnymi. Nic w tym złego, gdyby projektanci podeszli do swojej pracy w sposób rzetelny, oparli go na wiedzy i doświadczeniu, a projekty powstały z myślą o rzeczywistych potrzebach mieszkańców. Tak jednak nie było.



Przypomnijmy dalszy fragment tekstu z „Architektury”:

Na konkurs wpłynęły 53 prace. Sąd konkursowy nie podjął jednoznacznej decyzji — przyznał 3 równorzędne nagrody zespołom: z Opola, Krakowa i Warszawy. W zasadzie wszystkie prace charakteryzowały się lokalizowaniem centrum prostopadle do osi wschód-zachód w powiązaniu z dworcem PKP i PKS. W opracowaniach zwracało uwagę: poszanowanie historycznego układu urbanistycznego Starego Miasta z tendencja do wydobycia jego średniowiecznego zarysu, nieliczenie się z zabudową XIX-wieczną, przeskalowanie nowych założeń w stosunku do istniejącego miasta i niepreferowanie rozwoju centrum w kierunku zachodnim.

Nieliczenie się z historyczną zabudową było cechą charakterystyczne dla architektów z 53 zespołów! Dziś napawa nas to trwogą, a Gliński, wręcz przeciwnie, w tej sytuacji pozostawał optymistą:

Drugim optymistycznym symptomem zmian było to, że projekty nie poszły do lamusa. W roku 1973, po rezygnacji zespołu opolskiego i krakowskiego, opracowanie planu szczegółowego zagospodarowania przestrzennego śródmieścia miasta powierzono zespołowi warszawskiemu.(…) Podjęli się (oni) zadania przywrócenia jego zabytkowego układu i powiązania go z główną osią kompozycyjna centrum. (…) Najwięcej wątpliwości budzić może wyburzenie bloku między placem Kościuszki i ulica Jainty. Autorzy planu zdecydowali się na to i chyba słusznie. Pomijając małe wartości architektoniczne tego bloku, „zatkał” on naturalne przedpole dawnego miasta. Choć muszę przyznać, że decyzja ta wywołuje mieszane uczucia zarówno z uwagi na oryginalny, wytworzony przypadkowo, kształt placu Kościuszki, jak i na całkowite rozerwanie narosłej tkanki miejskiej. Stworzenie jednak nowego placu — forum miasta pozwala nie tylko na odsłonięcie kształtu średniowiecznego, lecz również na płynne połączenie Starego Miasta z zasadniczym nowym centrum ogólnomiejskim — zespołem trzech domów towarowych.

Niewiarygodne, ale autor uważał, że poprzez wybudowanie betonowych klocków odsłoni kształt średniowiecznego miasta. Klocki miały sięgać daleko na zachód, planowano bowiem także wybudować je w miejscu sądu i wiezienia. To akurat nie dziwi. 1981 roku prokuratorka badała sprawę wyburzenia „kwartału”, więc chęć pozbycia się tych budynków świadczy o dalekowzroczności warszawskich urbanistów.



Na szczęście dla Bytomia, ta radosna twórczość nie została w pełni doceniona i zaakceptowana co oczywiście zasmuciło piewcę betonowych potworów, który w dalszej części artykułu napisał:

Przyznam się, że oglądając prace zaprezentowane przez zespoły Inwestprojektu (dwie z Katowic i jedna z Gliwic) rozczarowałem się. (…) W określone działki „wtłoczono” kubaturę bez oglądania się na otoczenie. Stad wszystkie opracowania cechuje jedno — obcość w stosunku do otoczenia, pretensjonalność brył i agresywność elewacji.

I w tym miejscu powinien być koniec historii optymistycznej, bo na razie nie widać dalszych pozytywnych działań. Władze miejskie Bytomia, konsekwentnie realizujące podstawowe zadania, zleciły w tym roku trzem zespołom opracowanie porównawcze (bo trudno je nazwać konkursem) koncepcji urbanistyczno-architektonicznej fragmentu centrum obejmującego obszar najbardziej dyskusyjny — część placu P. Maciejewskiej aż po istniejący budynek sądu.

Domyślam się, że projektanci z Inwestprojektu nie należeli do kręgu towarzysko-zawodowego Andrzeja Glińskiego, dlatego ten ostro krytykuje ich koncepcję:

W rozmowie z architektem miejskim i głównym projektantem planu szczegółowego padło sformułowanie: ,,W przedstawionych pracach nie ma w ogóle architektury”. A więc co dalej? Architekt miejski jest pesymistą. Rozumiem to — miasto potrzebuje jak najszybciej realizacji, zbyt długo czekało na decyzję.

Oczywiście miasto nie potrzebowało tych koszmarnych i nieekonomicznych projektów, zależało na tym biurom projektowe, szczególnie tym preferowane przez Glińskiego:

Ale z drugiej strony, czy wybranie z trzech złych (lub słabych) jednego projektu do dalszego opracowania jest słuszne? Decyzja wyburzenia XIX-wiecznego bloku była bardzo trudna, kto podejmie takie ryzyko w przyszłości? Moim zdaniem, ażeby nie zaprzepaścić cennych wartości osiągniętych dotąd, należałoby jednak zorganizować konkurs zamknięty, a nawet otwarty – bo dyskusja nad tym fragmentem miasta może naprawdę przypominać burzę, jaka rozpętała się po likwidacji hal paryskich.

W taki sposób przepychali się tak zwani urbaniści sprzed czterdziestu lat. Paradoksalnie dzięki tej szarpaninie termin wyburzeń był odkładany i ostatecznie w 1979 roku destrukcji uległ tylko (!) kwartał między pl. Kościuszki i ulica Jainty. Czterdzieści lat temu mała grupa lobbystów kierująca się chęcią stosunkowo skromnego zysku była w stanie zniszczyć spora część Bytomia. Co państwu to przypomina?

 

 

Bytom – hasie, szkło, bele co – to jednak blog z natury optymistyczny, wierzę więc że nauczeni doświadczeniami z 1979 i 2011 roku bytomianie do kolejnych takich pomysłów nie dopuszczą.

Mury już nie obronią miasta

Jeszcze niedawno obchodziliśmy jubileusz 750-lecia lokacji, a już za dwa lata Bytom będzie stary na 760 lat! Mam wrażenie, że ostatnio zapomina się o średniowiecznym rodowodzie naszego miasta. Władza coraz rzadziej – o ile w ogóle – chwali się dostojnym wiekiem Bytomia. Pierwsze ślady osadnictwa na tym terenie pochodzą z XI wieku! Mało które miasto w Polsce może pochwalić się tak długą historią, dlatego powinniśmy z tego korzystać…

Bytom w XIII wieku

Obecnie ciężko natrafić na ślady średniowiecza w Bytomiu, a to z tego względu, że na przełomie XIXi XX wieku miasto przeżywało drugą młodość. W następstwie prosperity, stare domostwa ustąpiły miejsca nowym, wielkomiejskim kamienicom, dorównującym swoją urodą architekturze dużych europejskich miast takich jak Kraków, czy Wrocław. Taka była cena rozwoju.

Mury obronne Bytomia

Z powodu rozrastającego się miasta, potrzebującego coraz więcej przestrzeni, zniknęły mury miejskie pamiętające pierwszego Księcia Bytomskiego. To m.in. z ich powodu uliczki w ścisłym centrum są tak wąskie i biegną po łuku. Kształt murów da się rozszyfrować po śladzie ulic Józefczaka, Kwietniewskiego i Rycerskiej, a o ich istnieniu przypominają nazwy ulic Wałowej i Murarskiej (poprawnie: Murnej). Wybudowano je z łamanego kamienia pod koniec XIII wieku, za czasów panowania Kazimierza bytomskiego. W tym czasie powstał także bytomski zamek, będący siedzibą księcia. Obły obrys murów wynikał z tego, iż takie fortyfikacje łatwiej dało się obronić przed napastnikiem. Ponieważ przez Bytom przebiegał ważny trakt handlowy z Wrocławia do Krakowa, w trzech miejscach zlokalizowano bramy: Gliwicką, Krakowską i Pyskowicką.

Pozostałości murów miejskich

Pozostałości zamku niestety kryje ziemia, ale ostatki murów miejskich można jeszcze znaleźć. Niewielkie fragmenty widoczne są na boisku Gimnazjum nr 2 przy pl. Klasztornym, w podwórzu kamienicy przy ul. Korfantego (zaraz obok schodów na ul. Rycerską) oraz w miejscu po wyburzonym budynku przy ul. Wałowej. Jeszcze przed wybudowaniem Agory, relikty dawnych obwarowań znajdowały się na pl. Kościuszki, wraz z elegancką, metalową tablicą przedstawiającą wizerunek średniowiecznego układu Śródmieścia.

Fragment murów miejskich przy ul. Korfantego

Niestety do dziś tajemnicą jest dla mnie, co się z nią stało i dlaczego nie wyeksponowano jej w innym miejscu. Z przykrością muszę stwierdzić, że jest to dowodem nastawienia obecnych władz do kultywowania historii Bytomia i ochrony jego zabytków. Dziś o średniowiecznych murach mogą dowiedzieć się tylko zapaleńcy. Zwykły szary człowiek nie wykona tego wysiłku, by zgłębić prawdę o przeszłości swojego miasta. Dlatego powinno się o niej przypominać w przestrzeni publicznej, bo wówczas jest większa szansa, że historia Bytomia przetrwa w świadomości mieszkańców.

Mury obronne

Na koniec tej długiej notki muszę wyrazić moje ogromne ubolewanie, że największy zachowany fragment murów przy ul. Korfantego, ulega coraz większej degradacji. Jego stan wskazuje, że w ciągu najbliższych lat światek najdawniejszych dziejów miasta przestanie istnieć. Mam nadzieję, że służby konserwatorskie w końcu udowodnią swoją przydatność i uchronią mury przed kompletną zagładą. Przy obecnym stanie rzeczy jedynie marzeniem zdaje się rekonstrukcja fortyfikacji jak w innych miastach…

Ps. Jeszcze kilka lat temu mury wyglądały tak: CLICK!

Ostatni drewniany kościół w Bytomiu

Często z dużym żalem wspomina się o spaleniu drewnianego kościółka w parku Kachla, natomiast na naszych oczach znika drugi taki obiekt w naszym mieście i w zasadzie nic nie robi się, żeby temu zapobiec. Szkoda, bo jak tak pójdzie, to w ciągu kilku najbliższych lat stracimy szereg najbardziej charakterystycznych zabytków.

Drewniany kościółek na Bobrku

Zapewne niewielu słyszało o drewnianym kościółku, stojącym na placu Drzymały na Bobrku. To jedyny obiekt z Bytomia znajdujący się na Szlaku Architektury Drewnianej Województwa Śląskiego. Wzniesiono go w 1932 roku, w ciągu zaledwie kilku miesięcy, a to dzięki temu, że do jego konstrukcji użyto prefabrykatów. Zaprojektowała go pracownia architektoniczna Kurta Nietzschego, natomiast budową zajęła się firma Christoph und Unmack z łużyckiego miasta Niesky. Patronat nad kościołem objęła Huta Bobrek, która przekazała parcelę na osiedlu robotniczym, a także elementy wyposażenia.

Kościółek przy ul. Stalowej

Jego forma architektoniczna jest mniej spektakularna, niż kościółka z Mikulczyc, stojącego niegdyś w parku Kachla, ale nie można mu odmówić uroku. Składa się z jednej nawy, prezbiterium z jednym ołtarzem oraz zakrystii z zapleczem. Nad dwuspadowym dachem góruje niewielka dzwonnica, zwieńczona małym, metalowym krzyżem.

Okna drewnianego kościółka

Niestety jego stan od lat się pogarsza. Dziurawy dach już od dłuższego czasu jest zakryty jedynie niebieską płachtą, a okna i drzwi pozabijano płytami pilśniowymi. Mimo to do środka można bez problemu dostać się poprzez niezabezpieczone okienka piwniczne i rozbite fundamenty. Jeśli tak dalej pozostanie, to będziemy mogli żałować straty kolejnego drewnianego kościółka…

Ps. Przy okazji poszukiwania informacji na temat tego kościółka natrafiłem na kapitalną witrynę o architekturze drewnianej na Śląsku: www.drewnianyslask.za.pl. Gorąco polecam! Istna perełka, prawdziwe kompendium wiedzy!

Mieliśmy dwa pałace. Teraz mamy… ćwierć.

Przed II Wojną Światową na terenie Bytomia znajdowały się dwa pałace. W Szombierkach swoją siedzibę miał Karol Godula, a w Miechowicach Franz von Winckler. Niestety „wyzwolenie” miasta przez Armię Czerwoną, choć praktycznie odbyło się bez walki, miało fatalne skutki dla majątków obu magnatów przemysłowych. Pałace zostały splądrowane, a gdy nie było już nic do zabrania, zwyczajem żołnierzy radzieckich, zostały podpalone.

Pałac Tiele-Wincklerów

Po wspaniałej siedzibie Goduli do dziś przetrwały tylko wspomnienia. Wypalone mury rozebrano po wojnie i w ich miejscu postawiono parterowe przedszkole kopalni Szombierki. Podobnie było z pałacem Wincklera. Pomimo że budynek nie został doszczętnie spalony, polskie władze postanowiły dopełnić dzieła Rosjan. Niemal 10 lat po pożarze, w 1954 roku podłożono dynamit i wysadzono go w powietrze. Szkoda, bo podobno mury były w stosunkowo dobrym stanie. Mój dziadek opowiadał mi, że zaraz po przeprowadzce z Francji, jako dziecko bawił się z kolegami z ruinach „miechowickiego zamku”. Szczęście w nieszczęściu, pałac wysadzono na tyle nieudolnie, że do dziś przetrwało jedno skrzydło, z charakterystycznym okrągłym narożnikiem, sprawiającym wrażenie zamkowej baszty.

Pałac Wincklerów

Trwałość budowli Tiele-Wincklerów imponuje. 66 lat po poważnym pożarze wciąż stoi. Wytrzymała lata eksploatacji górniczej pod Miechowicami, różne warunki atmosferyczne, złomiarzy… Niestety wygląd pałacu skłania do stwierdzenia, że to już ostatnie lata jego istnienia. Mury są w coraz gorszym stanie. Władze miejskie niezbyt garną się do ich wzmacniania. W dodatku w najbliższym czasie pod dzielnicą ponownie ma odbywać się wydobycie węgla. W pobliżu pałacu znajduje się kilka pokładów, które zamierzają eksploatować górnicy. Wszyscy wiemy jaki wpływ miało podkopywanie kamienic na Karbiu i łatwo można sobie wyobrazić co się stanie z pałacem, znajdującym się w znacznie gorszym stanie.

Pałac Franza von Wincklera

Dawną siedzibę Franza von Wincklera można jeszcze ocalić. To ostatni moment, by uratować dziedzictwo ludzi, którym zawdzięczamy chwalebne rozdziały w historii Bytomia. Na Facebooku założyłem stronę „Pałac Wincklerów w Miechowicach„. Jeśli zbiorę stosowne poparcie, postaram się nakłonić władze miasta i Kompanię Węglową do zabezpieczenia ruin. Zachęcam do polubienia tego fanpage’a. Może wspólnymi siłami uda nam się przedłużyć żywot tej wspaniałej budowli.

Gloria jest piękna!

Budynek, w którym mieściło się kino Gloria jest jednym z najważniejszych zabytków z okresu międzywojnia nie tylko w Bytomiu, ale w całym województwie. Architektura modernistyczna zwykle jest niedoceniana, natomiast fakt jest taki, że ze względu na wybuch II Wojny Światowej, powstało bardzo mało obiektów, w tym stylu. Dlatego też ich wartość jest wyjątkowo wysoka.

Kamienice z przełomu XIX i XX wieku można znaleźć niemal w każdym polskim mieście. Nawet w Radzionkowie (:P). Mało jest naprawdę unikatowych budynków z tego okresu. Bardziej wprawne oko znajdzie identyczne zdobienia na elewacjach kamienic w Bytomiu, Chorzowie oraz Tarnowskich Górach, gdyż często były to elementy „z katalogów”, a nie projektowane specjalnie dla danego budynku.

A widział ktoś drugi taki obiekt jak kryta pływalnia w Parku Kachla, albo wspomniana wcześniej Gloria? Wiele ludzi jest gotowa jeździć po świecie, by oglądać budynki międzywojennego modernizmu. Dlatego właśnie od kilku lat intensywnie chwalą się nimi Gdynia i Katowice oraz inwestują w ich renowację.

Bytom też powinien, bo posiada wyjątkowe zabytki z tego okresu. Bytomska moderna jest inna niż Katowicka. Najbardziej widać to po materiałach używanych zazwyczaj na elewacjach – u nas jest to zazwyczaj cegła i ceramika, a w stolicy województwa tynk szlachetny.

Gloria pod tym względem jest jeszcze ciekawsza, ponieważ jej elewację obłożono białymi płytkami ceramicznymi. To prawdziwy unikat. Nie przypominam sobie, aby na jakimkolwiek innym budynku w okolicy użyto takiego materiału.

Niedawno pokusiłem się o retusz zdjęcia, które wykonałem kilka lat temu. Ukazuje ono Glorię od najlepszej strony. Widać na nim fantastyczną grę brył, z jakich się składa się ów budynek. Aby wydobyć jego pierwotne piękno, usunąłem szpecące anteny satelitarne i wyczyściłem elewację na tyle, na ile umiałem. Poniżej możecie zobaczyć efekty moich starań:

Kino Gloria

Niestety niedawno wnętrza kina strawił pożar. Prezydent Piotr Koj zadeklarował, że miasto odbuduje Glorię. Mam nadzieję, że dotrzyma słowa. Inaczej Bytom może stracić zabytek, którym możemy się chwalić na całym świecie… Fundacja Kino Gloria bardzo na to liczy.

Ps. Zawsze marzyło mi się zamieszkać w penthousie z tarasem na ostatnim piętrze Glorii… 😉

Życie po życiu

Lata powojenne nie były dla Bytomia zbyt dobre. Miasto uległo znacznej degradacji, co niestety jest odczuwalne do dziś. Całe szczęście Bytom znów złapał wiatr w żagle i od kilku lat wyraźnie budzi się ze śpiączki. Doskonałym dowodem są ruiny, które do tej pory raczej odstraszały, niż zachęcały, a obecnie są magnesem dla inwestorów. Spójrzcie jak zmieniały się bytomskie ruiny!

Cieszy fakt, że w trakcie remontów są kolejne ruiny. Mam nadzieję, że już niedługo nikt nie będzie pamiętać, że Bytom był zaniedbanym miastem. Liczę, że wszyscy będą zachwycać się urokami jego zabytkowej architektury, która jest najwspanialsza na całym Śląsku!