Sam wybierz lepszego prezydenta

Zrzuciliśmy dotychczasową władzę ze stołków – teraz trzeba wybrać nową. Skoro powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B. My – BYTOMIANIE – musimy się postarać, by głową miasta został człowiek, który ma łeb na karku. Inaczej to całe zamieszanie z referendum było niepotrzebne, a pieniądze wydane na jego organizację wyrzucone w błoto.

Zachód słońca nad Bytomiem

Co zrobić, żeby wybrać dobrze? Przede wszystkim należy szukać informacji o kandydatach, by dowiedzieć się o nich możliwie najwięcej. Jeśli już się na któregoś trafi osobiście, trzeba zasypać go pytaniami. Lecz nie pytajmy „co?”, lecz „jak?”. To jest klucz. Każdy kandydat będzie opowiadać, że trzeba naprawić to i tamto, ale to wie każdy z nas. Żadnym odkryciem jest potrzeba ściągnięcia inwestycji, rewitalizacji zabytków, czy zagospodarowania terenów pokopalnianych. Osoby pretendujące do funkcji prezydenta, bądź radnych powinny jednak mieć wizję JAK ZREALIZOWAĆ swoje postulaty. Co z tego, że jeden z drugim wie, że coś jest złe, skoro nie ma zielonego pojęcia jak to zmienić, żeby było dobre? Jak tacy ludzie mają kierować naszym miastem?

Te wybory będą kluczowe dla dalszego rozwoju miasta. To od nich będzie zależeć, czy się podniesie, czy upadnie. Zbliża się kolejna fala światowego kryzysu, która ma dotknąć także Polskę, kopalnia Bobrek-Centrum szykuje się do wydobycia pod Śródmieściem, co może spowodować znacznie większe zniszczenia, niż te w Karbiu… Jeżeli teraz nie wybierzemy właściwych ludzi, którzy sprostają tym zagrożeniom, to za kilka lat nie będzie tu już czego zbierać.

Dlatego tym razem TRZEBA WYBRAĆ ŚWIADOMIE. Ten, kto ma największy budżet i obsypie miasto reklamami, niekoniecznie będzie tym najlepszym. Liczba plakatów nie powinna być jedynym kryterium wyboru, dlatego zachęcam do wczytywania się w programy komitetów i zadawania pytań. Trzeba też brać pod uwagę wszystkich kandydatów. Wołosz, Bieda i Bartyla nie są jedyni. Są też np. Chojnacki, Laburda i Komor… Nimi też warto się zainteresować.

Wybory odbędą się 16 września. Poznaj programy kandydatów i pójdź na wybory. To 15 minut, a można przysłużyć się dla Bytomia na całe lata.

Więcej władzy dla obywateli!!!

Pomijając silny udział polityków w akcji referendalnej, wciąż jest to jakimś wyrazem obywatelskiego zrywu. Chciałbym, żeby w tym przypływie społecznej siły nie skończyło się tylko na odwołaniu prezydenta i Rady Miejskiej. Pójdźmy dalej! Niech mieszkańcy przejmą władzę w Bytomiu!

herb miasta Bytomia

To ostatnie zdanie jest oczywiście mrzonką, ale można chociaż częściowo „podzielić się władzą” z mieszkańcami. Wybory co 4 lata to zdecydowanie za mało, aby bytomianie mogli mieć realny wpływ na losy swojego miasta. Trzeba czegoś więcej.

Jakiś czas temu Wojciech Staszczak ze stowarzyszenia Projekt Bytom stworzył projekt Inicjatywy Uchwałodawczej Mieszkańców. To rozwiązanie z powodzeniem funkcjonuje już w wielu miastach Polski (np. Katowice, Szczecin), ale wciąż nie uzyskało poparcia wśród władz Bytomia. Projekt był przedstawiany zarówno przedstawicielom koalicji, jak i opozycji, lecz żadna ze stron nie podjęła konkretnych działań, by wprowadzić go w życie. A o co chodzi? Dzięki IUM mieszkańcy po zebraniu stosownej ilości podpisów, mogą składać własne projekty uchwał do Rady Miejskiej i w ten sposób aktywnie wpływać na obowiązujące prawo miejscowe. W tej chwili projekty uchwał mogą wnosić jedynie radni i prezydent – bytomianie mogą jedynie próbować zainteresować ich swoimi pomysłami, ale nic ponad to.

Co jeszcze? Budżet obywatelski. Od przyszłego roku takie rozwiązanie ma funkcjonować w Chorzowie i Dąbrowie Górniczej. Za jego sprawą w budżecie tych gmin znajdzie się pewna pula pieniędzy (6 mln zł w Chorzowie i 8 mln zł w DG), która będzie przeznaczana na problemy zgłaszane przez mieszkańców za pomocą ankiet. W ten sposób obywatele będą mogli doprowadzić do naprawy chodników przy swoich ulicach, budowy wiat przystankowych itp. Pomysł wdrożenia budżetu obywatelskiego w Bytomiu zgłaszał radny Mariusz Kurzątkowski, dlatego mam nadzieję, że po wyborach ta idea uzyska odpowiednie poparcie w naszej radzie.

Kolejna sprawa, to Rady Dzielnic. To następne rozwiązanie, które przybliża władzę mieszkańcom. Zostało ono już wprowadzone w Bytomiu, ale na razie funkcjonuje wyłącznie w Miechowicach, natomiast w Stolarzowicach, Górnikach i Bobrku trwa procedura ich powołania. Aby powstały kolejne rady dzielnic, potrzebne jest zawiązanie grupy inicjatywnej przez mieszkańców, która następnie musi zebrać odpowiednią liczbę podpisów pod wnioskiem o utworzenie Rady Dzielnicy. Ten z kolei jest później składany Radzie Miejskiej, sprawdzającej czy warunki formalne zostały spełnione. Jeśli tak jest, to ogłaszane są wybory. Radni dzielnicowi pełnią swoją funkcję społecznie, a ich kompetencje opierają się na opiniowaniu decyzji władz miejskich oraz wnioskowanie o rozwiązywanie problemów mieszkańców.

Jeżeli te trzy rozwiązania zostałyby wprowadzone w naszym mieście, bytomianie nie musieliby się już uciekać do tak drastycznych kroków, jak referendum. Wówczas rządzenie miastem mogłoby wreszcie przypominać dialog władz z mieszkańcami. Nie byłoby innego wyjścia, bo prezydent i Rada Miejska w końcu musieliby się zacząć liczyć ze zdaniem obywateli. Do tej pory wyglądało to tak, że rządzący przez 4 lata robili, co chcieli. Referendum pokazało, że wszystko ma swoje granice. Liczę, że od teraz obywatelska władza będzie bardziej znacząca w mieście.

Lew nie śpi

 

Miesiąc przed referendum mieliśmy dosyć niejasną wiedzę o skomplikowanej bytomskiej polityce. W skrócie: jedna strona (rządząca) twierdziła, że „musi podejmować trudne decyzje z poczuciem odpowiedzialności”, a druga (opozycja) że „władza oszczędza na wszystkim, ale nie na sobie i swoich współpracownikach, którzy koszą publiczna kasę”. Zwykły mieszkaniec miasta, który chciałby poznać prawdę, musiał się napracować, by zdobyć szeroką wiedzę z różnych dziedzin. Musiałby poznać ustawy samorządowe, budżet miasta za ostatnie kilkanaście lat, a w terenie skonfrontować realia z urzędową dokumentacją. Pogrążonym w rozterkach bytomianom nieoczekiwanie przyszły w sukurs ogłoszenia i plakaty rządzącej koalicji. „Jest dobrze, śpij, nie interesuj się polityką, a będzie jeszcze lepiej”.

Każdy bytomianin – poza emerytką Heleną i maturzystą Dominikiem – zorientował się, że próbują go… Odwieść od korzystania z praw i przywilejów, jakich dostarcza demokracja, bo autocenzura nie pozwala mi tego dosadniej nazwać. 17 czerwca za odwołaniem prezydenta miasta glosowało 28.154 bytomian, przeciw było 771; za odwołaniem rady miejskiej głosowało 28.019, przeciw 865. Taka jednomyślność rzadko się w polskim społeczeństwie zdarza. Następnego dnia była piękna pogoda, ale nie był to w Bytomiu jedyny powód uśmiechów na twarzach. Mieszkańcy podawali sobie ręce i nawzajem gratulowali wyniku referendum.

Niestety radość nie potrwa długo. Za kilka miesięcy politycy od prawej do lewej (w tym radni, którzy zostali odwołani przytłaczająca większością głosów) znów będą chcieli „podejmować trudne decyzje z poczuciem odpowiedzialności”. Wtedy – bytomianie nie mogą spać.

p.s.

Jutro pora na Nowy Bytom – czyli referendum w Rudzie Śląskiej.

 

Bytomscy politycy zapomnieli o internecie

Minął już ponad miesiąc od drugiej tury wyborów samorządowych. Chyba każdy, kto udziela się na regionalnych forach i ma konto na NK lub Facebooku, pamięta że wielu kandydatów przed głosowaniem aktywnie udzielało się w sieci. Część z nich prowadziło blogi. A ilu wciąż prowadzi dialog z mieszkańcami?

Największy konkurent urzędującego prezydenta w minionych wyborach – Damian Bartyla – ostatni raz opublikował notkę na swoim blogu 6 grudnia. Od tego czasu panuje tam kompletna cisza. To samo tyczy się jego strony internetowej. Na jego profilu na Facebooku też brak notek. Przybywają jedynie nowi znajomi i nic poza tym. Strony Mariusza Wołosza i Jana Kazimierza Czubaka całkowicie zniknęły i nie da się już na nie dostać. Z kolei na forum Bytomski.pl zalogowali się odpowiednio 30 sierpnia 2010 i 5 listopada 2010. Z kolei Bartyla nigdy się nawet na nim nie zarejestrował.

Jak widać główni kandydaci na śmierć zapomnieli o internautach, o względy których tak usilnie zabiegali przed wyborami. Wyjątkiem jest Piotr Koj, który nieprzerwanie od września 2006 roku prowadzi swojego bloga i publikuje notki niemalże codziennie. Istnieją co prawda teorie, jakoby czasami pisał za niego ktoś inny, lecz mimo to jest jedynym spośród najpopularniejszych polityków w Bytomiu, który wciąż jest aktywny w sieci. I tyczy się to nie tylko jego bloga, ale także konta na Facebooku, na którym z dużą częstotliwością wrzuca notki i zdjęcia ze swojej komórki.

Na pochwałę zasługuje też Adrian Król i Henryk Bonk. Obydwoje aktualizują swoje strony internetowe/blogi i udzielają się na forum serwisu Bytomski.pl. Chciałoby się, żeby reszta lokalnych polityków chciała rozmawiać ze swoimi wyborcami. Niestety większość z nich przypomina sobie o internecie dopiero przed wyborami i krótko po nich całkowicie zapominają o sieci. Nie tego od nich wymagamy. Nie powinno być tak, że mieszkańcy muszą szukać kontaktu z ludźmi, na których głosowali. To oni powinni szukać możliwości dialogu z bytomianami…

A co gdyby?

Jesteśmy już po wyborach. W Bytomiu bezapelacyjnie wygrała Platforma. Do większości w radzie brakuje jej tylko jednego radnego, więc w tej kadencji nie powinno być już kłótni z koalicjantami, nasyłaniem na siebie prokuratury itp. Mogą być jednak inne problemy, bo choć urzędujący prezydent Piotr Koj (PO) uzyskał najwyższy wynik w I turze, to wcale nie jest oczywiste, że powtórzy wynik w II turze. Co więc jeśli większość w radzie będzie mieć PO, a prezydentem zostanie człowiek z innej opcji?

Na ten problem zwrócił moją uwagę jeden z użytkowników forum Bytomski.pl. To zagorzały zwolennik PO, który często obrywa od innych za bezgraniczną wiarę w Koja, ale tym razem jego wypowiedź była bardzo na rzeczy. Koj w I turze uzyskał aż 10% przewagi nad Bartylą i w teorii jest faworytem kolejnego starcia. Prezes Polonii Bytom może jednak liczyć na głosy elektoratu pozostałych kandydatów. Wszystkie komitety skupiły swoje kampanie na krytykowaniu dokonań urzędującego prezydenta, dlatego trudno spodziewać się, że wyborcy Wołosza, Bartkowiaka, Paczochy i Czubaka poprą Koja. Najbardziej prawdopodobne są dwie sytuacje: albo reszta mieszkańców zagłosuje na Bartylę albo nie weźmie udziału w wyborach, gdyż uzna, że żaden kandydatów ich nie satysfakcjonuje.

Gdyby doszło do zwycięstwa popieranego przez PiS Bartyli – co moim zdaniem jest bardzo możliwe – Bytom miałby poważny problem. Wiele miast, gdzie prezydent nie ma większości w radzie, wpada na 4 lata w stagnację, ponieważ obie strony nie mogą dojść do porozumienia w ważnych kwestiach lub specjalnie utrudniają sobie nawzajem rządzenie. Z tego powodu co chwilę głośno było o Mysłowicach, gdzie prezydent posunął się nawet do wyłączenia latarnii na ulicach, przy których mieszkają opozycyjni radni. Trudno jednak porównywać Bartylę do Osyry, ale jednak trzeba się liczyć z tym, że przy takim układzie sił, będzie dochodziło do spięć, a na tym oczywiście najbardziej ucierpimy my, bytomianie.

Zastanawiające jest też jak będzie wyglądać współpraca z radnymi z jego komitetu. Do rady z jego listy weszli tylko ludzie z Prawa i Sprawiedliwości, którzy zasiadali w niej w poprzedniej kadencji. Nie dostał się do niej żaden z ludzi Bartyli, nawet legenda Polonii Bytom, Jacek Trzeciak (podobno zabrakło mu tylko 12 głosów). De facto Bartyla nie ma w radzie żadnego ze swoich bliskich współpracowników, co jeszcze bardziej może utrudnić mu dogadywanie się z rajcami.

Przyznam, że nigdy osobiście nie miałem do czynienia z Bartylą. Na pozór wydaje się być bardzo spokojnym człowiekiem, dlatego mam nadzieję, że jeśli wygra wybory, to będzie zdolny do zawierania kompromisów i w Bytomiu nie powtórzy się historia z Mysłowic. Oby.

Wybory za dwa tygodnie

Wybory już za pasem. Kampania wkracza w decydujący moment. W ciągu najbliższych dwóch tygodni wyjaśni się kto będzie odpowiadać za losy Bytomia przez kolejne cztery lata. Podjęcie decyzji komu powierzyć swój głos nie jest łatwe, ale lepiej znaleźć chwilę, by zapoznać się z personaliami kandydatów, niż później żałować lub – co gorsza – wstydzić się własnego wyboru.

Siedziałem dziś od rana przed laptopem i w końcu stworzyłem serwis specjalny na Bytomski.pl, poświęcony nadchodzącym wyborom. Mam nadzieję, że dzięki niemu osoby niezdecydowane znajdą odpowiedzi na swoje wątpliwości. Na razie znajdziecie tam listę kandydatów na prezydenta i radnych z podziałem na okręgi, linki do stron komitetów, listę komisji wyborczych oraz odnośniki do tematów o wyborach na naszym forum. W miarę możliwości serwis będzie rozbudowywany, dlatego wypatrujcie zmian :). Link do wspomnianego serwisu:

Wybory Samorządowe 2010 w Bytomiu

Jeśli już jesteśmy przy temacie wyborów, to muszę przyznać, że ostatni ze zgłoszonych kandydatów na prezydenta – 63-letni Henryk Książek – wzbudził we mnie ogromny podziw. Tydzień temu na łamach Dziennika Zachodniego mogliśmy przeczytać, że jest realistą, dlatego zadowoli się przyzwoitym wynikiem. Zdanie później możemy przeczytać, że takim wynikiem jest dla niego… wejście do drugiej tury. Nie znam osobiście pana Książka, ale z jego wypowiedzi dla DZ wynika, że albo ma duże mniemanie o sobie, albo uważa konkurentów za słabeuszy. Bytomski Komitet Obywatelski, z którego startuje, wystawił ledwie piętnastu kandydatów w trzech z pięciu okręgów, podczas gdy komitety stojące za Kojem, Wołoszem i Bartylą wystawiły po 50 osób we wszystkich rejonach. Trzeba dodać, że kandydaci BKO są równie anonimowi dla zwykłych bytomian, jak sam Książek, dlatego nie wróżę mu zbyt dobrego wyniku, szczególnie że jego kampania jest praktycznie niezauważalna. O ile w ogóle jest. Najpewniej skończy na ostatnim miejscu, a wtedy nie chciałbym być w jego skórze, bo po takich słowach, po prostu spaliłbym się ze wstydu.

Paczochowa lista przebojów

Od kilku tygodni na pierwszej stronie Życia Bytomskiego można przeczytać kolejne obietnice wiecznego kandydata na prezydenta, Janusza Paczochy. Zaczęło się od typowego „Zmienię Bytom na lepsze” (sztab PdB nie wykazał się zbytnią kreatywnością i dodał 2 słowa do hasła Piotra Koja z poprzednich wyborów). Co drugi numer pojawiają się kolejne slogany. Następny brzmiał: „Odkorkuję ulice„. Szczytny cel, tylko niestety kandydat nie podał jakie ma na to lekarstwo. Może jest supermenem i siłą woli będzie przenosić samochody z jednej strony miasta na drugą? Tylko dlaczego dotychczas tego nie robił, skoro jak zapewnia, zmiana Bytomia na lepsze leży mu na sercu?

Dwa tygodnie później uraczył nas kolejnym szlagierem. „W upały będę zraszał ulice, zimą usuwał zwały śniegu, codziennie będę sprzątał miasto”. I tym razem nie pada ani słowo wyjaśnienia, jak chce to osiągnąć. Gdyby te obietnice brać dosłownie, można by pomyśleć, że pan Janusz weźmie w swoje dłonie butelkę z wodą, łopatę oraz miotłę i każdego ranka własnoręcznie obleci cały Bytom. Zważywszy, że dzień w dzień o godzinie piątej na ulicach pojawia się armia ludzików z miotełkami, uważam, że samodzielne wysprzątanie miasta będzie trudnym wyzwaniem :P.

Teraz już na serio. Życzyłbym sobie i wszystkim bytomianom, żeby poziom kampanii w Bytomiu był wyższy. Wszystko wskazuje na to, że i w tym roku nie powinniśmy się spodziewać merytorycznej dyskusji, a jedynie walki na populistyczne hasła. Doskonałym przykładem jest Janusz Paczocha. Kto jak kto, ale tak doświadczony samorządowiec powinien poważniej traktować swoich wyborców. Wmawianie im, że odkorkuje ulice bez podawania sposobu, jest robieniem z ludzi idiotów. Jeszcze raz zapytam – jak on chce to zrobić? Wybuduje południową obwodnicę? Czy może na rogatkach miasta postawi zakaz wjazdu? Ma to sens, bo jak nie będzie samochodów, to nie będzie korków. Obawiam się jednak, że po ewentualnej wygranej Janusz Paczocha niczego nie zmieni i wszystko pozostanie po staremu. Inaczej podzieliłby się z wyborcami jak chce oczyścić i odkorkować ulice.

Zjednoczona lewica

Radnym Lewicy i Demokratów nie można odmówić doświadczenia w samorządzie. W kwestiach formalnych panowie Czubak i Wójcik są trudni do zagięcia. W obliczu wyborów SLD zjednoczyło się ze SDPL i UW. Zadziwiające jest jednak z jakimi obietnicami postanowili walczyć o głosy. Pomimo uznania ich wiedzy i stażu w sprawowaniu władzy, nie da się nazwać tego inaczej niż populizm.

Jak możemy przeczytać w dzisiejszym „Życiu Bytomskim” lewica po odzyskaniu władzy w mieście chce:

  1. zlikwidować osiedle kontenerowe dla osób z wyrokami eksmisji
  2. usunąć z ulic parkomaty i przywrócić parkingowych
  3. udostępnić wszystkim mieszkańcom parking dla urzędników

Póki co wiadomo jedynie tyle. Szczegółowy program wyborczy ma zostać ogłoszony już niebawem. Obawiam się co tam będzie można znaleźć… Dlaczego? Jest mała szansa na spełnienie wyżej wymienionych celów i te obietnice najprawdopodobniej zostaną jedynie na papierze.

1. Decyzja o likwidacji osiedla zaledwie rok po jego wybudowaniu może wiązać się z zarzutami o niegospodarność. Nowy prezydent w obawie przed więzieniem raczej się na to nie zdecyduje i najpewniej pozostawi kontenery. Inną kwestią jest brak mieszkań socjalnych dla osób z wyrokami eksmisji. Podejmując decyzję o likwidacji osiedla nowa głowa miasta musiałaby wpierw znaleźć inne lokale dla mieszkańców kontenerów. Pytanie gdzie, skoro dziś brakuje aż 1000 mieszkań socjalnych? Co ciekawe za tą liczbę odpowiada właśnie bytomska lewica, która przez aż 12 lat swoich rządów nie zadbała o to. By zlikwidować osiedle przy ul. Składowej Czubak musiałby być nie prezydentem, a bogiem, bo do tego trzeba cudu.

2. Zastąpienie parkomatów inkasentami wiązałoby się z utratą potężnych dochodów przez gminę. W tak biednym mieście jak Bytom każdy grosz się liczy, natomiast w tak ściśle zabudowanym centrum jak nasze każde miejsce parkingowe jest na wagę złota. Praca inkasentów była mało efektywna, a ich zarobki tak niskie, że nie trudno było o korupcję. Dla porównania za czasów parkingowych gmina zarabiała na strefie… uwaga… ok. 18 tys. zl MIESIĘCZNIE. Obecnie dochody z tego tytułu – po odjęciu działki operatora – wynoszą w przybliżeniu 110 tys. zł MIESIĘCZNIE. Wobec tego decyzja o przywróceniu inkasentów wiązałaby się wielomilionowymi stratami dla miasta. Opłaca się to?

Dużo bardziej rozsądną propozycją byłoby rozwiązanie umowy z obecnym operatorem, by gmina samodzielnie prowadziła strefę i pobierała całość dochodów z opłat za parkowanie. Wiązałoby się to najpewniej z zakupem własnych parkomatów, które z kolei mogłyby już wydawać resztę. Wielu mieszkańców nie ma nic przeciwko opłatom, wkurza ich jedynie brak reszty. W takim rozwiązaniu upatruję duży potencjał, ale lewica najwidoczniej uznała, że musi obiecać rewolucje by została zauważona przez wyborców.

3. Publiczne udostępnienie parkingu dla urzędników wcale nie musi się równać zwiększeniu liczby miejsc dla klientów urzędu. Ze szlabanem, czy bez i tak będą tam stać samochody urzędników. Powód jest prosty. Przyjeżdżają do pracy na kilka minut przed otwarciem urzędu, a więc jeszcze zanim pojawią się petenci. To ich auta zastawiałyby parking i zwykli ludzie nie mieliby co liczyć na znalezienie tam miejsca. Chyba że przyjeżdżaliby jeszcze przed urzędnikami. Tak więc obalenie szlabanu zapewne byłoby huczne, ale tak naprawdę do niczego by nie doprowadziło.

Mam nadzieję, że kolejne propozycje lewicy będą bardziej realne. Chciałbym żeby w Bytomiu prowadzono kampanię na wysokim poziomie, lecz w tej chwili nic się na to nie zapowiada. Jedynie Kurzątkowski i stowarzyszenie Bytom Przyjazne Miasto z Mariuszem Wołoszem na czele wykazują się pozytywnymi inicjatywami. Jeden wręcz hurtowo buduje boiska, a drugi wspiera wydarzenia sportowe i kulturalne. A pozostali? Co robią dla miasta poza wymyślaniem kolejnych pustych obietnic?

Ogromna presja

Społeczeństwo internetowe w naszym mieście kwitnie. Od ostatnich wyborów samorządowych powstało kilka for dyskusyjnych. Do tej pory mieszkańcy nie mieli możliwości wyrażenia swojej opinii w szerszym gronie. Gdy już do tego doszło wylało się masę błota.

Od kiedy bytomianie mają swoje miejsca w internecie, działalność władzy jest nieustannie krytykowana. W ogromnej większości nie jest to konstruktywna krytyka, tylko powtarzanie opinii usłyszanych od pani Heli z targu. Głównie atakowana jest osoba obecnego prezydenta Piotra Koja. Nazywany jest "Harcerzykiem" z powodu swojej dawnej bardzo aktywnej działalności w ZHR, a krytykowane są nawet tak pozytywne zmiany jak patrole rowerowe i konne.

Największym skupiskiem wszelkich bytomskich krytyków i frustratów nie są jednak fora dyskusyjne, lecz prezydencki blog. Działa tam ekipa, która stale czepia się tematów podejmowanych przez Koja. Potrafią skrytykować wszystko, bo praktycznie każdą rzecz da się obrócić w coś złego. W ten sposób każde spotkanie (nie ważne z kim i gdzie) jest uznawane za stratę czasu, niedzielne spacery z córką są dowodem lenistwa, natomiast wszystkie zmiany są złe. Bo przecież wszystko da się zrobić lepiej, taniej i szybciej.

Nie jestem obrońcą aktualnej władzy, a już na pewno nie jestem jej wielbicielem. Nie lubię jednak bezsensownych ataków robionych dla zasady. Nie wiem który człowiek wytrzymałby taką presję. Bo krytyka polskiej reprezentacji przy przegranym meczu to przy tym pestka. Dalsze prowadzenie bloga po wygranych wyborach jest ukłonem w stronę bytomian. Jak widać nie doceniają tej formy kontaktu z najważniejszą osobą w mieście. Tylko że gdyby prezydent zrezygnowałby z bloga, to zapewne oskarżono by go o ignorowanie wyborców.