Było grubo

Kto nie był na Juwenaliach, ten ciapa :P. Było rewelacyjnie! Dowodem jest masa pozytywnych komentarzy na Naszej-Klasie i przeróżnych forach. Uczestnicy tej imprezy jeszcze długo będa wspominać jej klimat. Park Miejski jest jednak doskonałym miejscem do organizacji takich wydarzeń, bo:

  • drzewa wytłumiają hałas
  • dźwięki nie odbijają się od budynków
  • jest blisko do ścisłego centrum
  • wokoło jest sporo ławek
  • MA KLIMAT!!!

Na wspominkę zdjęcie z tegorocznych Juwenaliów:

Juwenalia Bytom 2009

Autorem zdjęcia jest Artur Skupień. Więcej fotek z imprezy można znaleźć pod tym linkiem – CLICK!

Bobrek w połowie XX wieku

Pewien czas temu wrzucono do sieci urywek filmu „Autobus odjeżdża 6:20”. Przedstawia on jedną z ciekawszych dzielnic Bytomia ponad pół wieku temu, bo w 1954 roku. Objawia jak ogromne są różnice pomiędzy tamtymi czasami, a obecnymi. Wówczas Bobrek tętnił życiem, natomiast dziś… hmm… chyba każdy wie. Interesujące jest też ilu ludzi wtedy jeździło na rowerach. Dziś taki tłum rowerzystów można zobaczyć chyba tylko na Tour de Pologne.

Poniżej wspomniany filmik:

Przypominam, że publikowałem już na blogu nagrania przedstawiające dawny Bytom. Tych, którzy ich jeszcze nie widzieli zachęcam do obejrzenia:

Hala niczym pęknięta skała

Jeszcze w tym roku powinniśmy się cieszyć nową halą sportową w Szombierkach. Radość będzie tym większa, że bytomski obiekt będzie nietypowy. W polskich miastach królują bryły kojarzące się ze stodołami bądź kapeluszami. Jak Tysiąclatki niemal niczym od siebie się nie różnią. Czym to jest spowodowane? Ceną. Samorządy chcąc jak najtaniej postawić nowe hale sportowe na swoim terenie, oszczędzanie zaczynają od projektów. W przetargach na koncepcje architektoniczne najczęściej jedynym kryterium wyboru jest cena, przez co rzadko kiedy wygrywają naprawdę oryginalne projekty. Kto by się wysilał za grosze? Dlatego wciąż powstają kolejne, sztampowe obiekty.

W przypadku bytomskiej hali sportowej mieliśmy szczególne szczęście, bo władze postanowiły wybrać jej projekt w drodze konkursu architektonicznego. Taka decyzja to ewenement w naszym mieście, bo do tej pory w Urzędzie Miejskim nie zdarzały się takie pomysły. Udało mi się jednak dowiedzieć, że urzędnicy sami na to nie wpadli. Pomógł im w tym jeden z najbardziej znanych architektów związanych z Bytomiem – Przemo Łukasik z pracowni Medusa Group, będący później jednym z sędziów konkursowych. Efekt takiego rozwiązania jest wyśmienity, ponieważ w Szombierkach powstanie bardzo charakterystyczny obiekt, który z pewnością stanie się symbolem dzielnicy, a może nawet naszego miasta. Zamiast typowego kapelusza lub stodoły będziemy mieć halę w kształcie prostego pudełka poprzecinanego ze wszystkich nieregularnymi, szklanymi wyłomami. Będzie można obserwować przez nie sportowców zmagających się na parkiecie, ale także osoby sprawdzające swoje siły na ściance wspinaczkowej. Autorzy chcieli w ten sposób nawiązać do pęknięć w skale i moim zdaniem doskonale im się to udało. Ten efekt dodatkowo wzmacnia kolorystyka hali, bowiem jej ściany zewnętrzne mają zostać obłożone blachą w bardzo ciemnym odcieniu, kontrastującym ze wspomnianymi przeszkleniami i fragmentami ścian wewnętrznych ozdobionych złotymi panelami. Poniżej można zobaczyć wizualizacje budowanego obiektu w Szombierkach:

Hala sportowa
Hala sportowa
Hala sportowa

Autorem zwycięskiego projektu jest wielokrotnie nagradzana pracownia Maćków z Wrocławia. Nie chcę się ponownie znęcać nad modernizacją biblioteki miejskiej, ale wystarczy sobie porównać oryginalność obu koncepcji, a chyba każdy stwierdzi, że jest pomiędzy nimi ogromna przepaść. Można to zawdzięczać właśnie konkursowi architektonicznemu – inaczej mielibyśmy w Szombierkach duplikat błękitno-żółtej stodoły z Szopienic. Jestem przekonany, że ten obiekt będzie jednym z faworytów w konkursie Najlepsza Przestrzeń Publiczna Województwa Śląskiego.

Prezydent Piotr Koj w rozmowie ze mną zapewniał mnie, że miasto możliwie najczęściej będzie decydować się na rozpisywanie konkursów architektonicznych. Liczę że dotrzyma słowa, bo architektura na wysokim poziomie jest najlepszym sposobem na podniesienie prestiżu miasta. Można by tu przytoczyć przykład Bilbao, ale chyba każdy zna historię sukcesu stolicy prowincji Bizkaia w Hiszpanii. Kiedy więc architekci będą mieć okazję do wykazania się w Bytomiu? Podobno podczas przebudowy budynku bocznego Urzędu Miejskiego. Konkurs ma zostać zorganizowany jeszcze w tym roku.


Ten optymistyczny wpis wcale nie oznacza, że nie mam zastrzeżeń, co do wyboru projektu hali. Urzędnikom przydałoby się porządne lanie za CAŁKOWITY BRAK PROMOCJI konkursu. Gdybym pewnego dnia z nudów nie wszedł na stronę Biuletynu Informacji Publicznej, to pewnie o hali sportowej dowiedzielibyśmy się dopiero w momencie podpisywania umowy z generalnym wykonawcą. Bytomski.pl był pierwszym medium, które w ogóle poinformowało o konkursie. Nikt z Urzędu Miejskiego nie starał się podsunąć tego tematu dziennikarzom. Dla mnie jest to SKANDAL. Inne miasta dwoją się i troją, aby promować się za pomocą takich inicjatyw, a w Bytomiu cisza. Wystarczy spojrzeć na Katowice – co chwilę trąbi się tam o konkursach architektonicznych, mimo że zaledwie garstka projektów jest ostatecznie realizowana. Inną sprawą jest, że przez znikomą promocję konkursu na projekt hali w Szombierkach, wzięła w nim udział niewielka liczba pracowni. Założę się, że gdyby pani rzecznik lepiej wykonała swoje zadanie, to zwycięski projekt byłby jeszcze lepszy.

Ps. A propos hali-kapeluszy. Hala Kapelusz w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku jest jednym z niewielu obiektów w takim kształcie o dobrej architekturze.

Lodowisko!

Na wiele rzeczy można w Bytomiu narzekać, ale w ostatnich latach nie da się przyczepić do życia na Rynku. Wielu bytomian twierdzi, że po przebudowie stał się on brzydki, lecz każdy kto uważa, że źle spełnia swoją funkcję, jest w błędzie. Latem na płycie Rynku całe dnie spędza wielu mieszkańców, a restauracje i ogródki tętnią życiem. Przy okazji koncertów plenerowych, schodzą się tam dziesiątki tysięcy osób. Zimą niestety robiło się smutniej, ale od dwóch lat jest inaczej. Winne jest lodowisko pod chmurką, które sprawiło, że o tej porze roku bytomianie już nie przebiegają przez Rynek, bowiem w wielu przypadkach jest on celem ich drogi :). Poniżej prezentuję reportaż na temat lodowiska, zrobiony przez niezależną grupę filmową Matiz Film:

Jesień w Bytomiu

Dawno już nie było żadnej notki. Przyznam się, że miałem kilka tematów, które chciałem poruszyć, ale niestety brakowało mi chęci i weny do sklecenia czegokolwiek. Dzisiejszy wpis sprowokowany został przez przepiękne zdjęcie jakie znalazłem na Digarcie. Przedstawia okolice tzw. Kalideblock-u. Jesienne kolory drzew znakomicie współgrają z ceglanymi detalami Bloku Kalidego na poniższym zdjęciu. Zresztą sami zobaczcie:

Jesień życia

Temat co prawda trochę spóźniony, ale nie mogłem czekać z tym zdjęciem do przyszłego roku. Autorem jest rhapsody.

Gloria w telewizji

Wieść o inicjatywie reaktywacji kultowej Glorii dociera do coraz większej liczby sympatyków naszego bytomskiego kina! Pomagają w tym prasa, radio, telewizja i ogromna rzesza internautów. O sile poparcia dla przedsięwzięcia Fundacji Kino Gloria można było się przekonać podczas dzisiejszego pokazu filmu grupy twórczej "Ocochodzi" w Beceku. Akwarium wypełniło się po brzegi ludźmi rządnymi filmów, których nie sposób zobaczyć w Multikinach, Cinema City, czy innych Heliosach. W tym miejscu planowane są kolejne takie wydarzenia organizowane przez FGK, aż do momentu uzyskania przez fundację tytułu prawnego do lokalu kina w kamienicy przy ul. Szymanowskiego 2. Zważywszy na mozolne ruchy Urzędu Miejskiego mogę przewidzieć, że jeszcze dużo razy będziemy spotykać się w Akwarium…

Na czas oczekiwania polecam bardzo fajny materiał TVP Katowice na temat inicjatywy Fundacji Kino Gloria:

Niestety moja szanowna osoba niezbyt korzystnie wyszła w tym nagraniu… Zostałem zaskoczony nieoczekiwanym pytaniem, w wyniku czego wystąpił efekt splątanego jęzora :P.

Jest widownia – jest impreza!

Każdy, kto był kiedyś na sesji Rady Miejskiej wie, że można się na nich solidnie wynudzić. Radni też się na nich wyjątkowo nudzą, co widać po rozkładaniu się na fotelach, czy wielokilometrowych spacerach wokół sali. Sesje jednak zmieniają swoje oblicze, gdy bierze w nich udział większa widownia. Rajcowie wówczas potrafią przez kilka godzin obradować nad prostym punktem, bo każdy chce pojawić się na mównicy i powiedzieć coś do mikrofonu. Nie ważne, że najczęściej powtarzają słowa swoich poprzedników – ważne że mogą zaprezentować się z dobrej strony przed swoimi wyborcami. Prawdziwy małpi gaj.

Zawe zainspirowana wydarzeniami podczas ostatniej sesji narysowała taki oto komiks. O zgrozo bardzo prawdziwy w swoim przesłaniu:

Jest widownia, jest impreza!

Tak to właśnie wygląda. Gdy jest widownia, merytoryczne dyskusje schodzą na drugi plan i odbywają się populistyczne przemowy. Gdyby to miało jeszcze efekt w lepszym funkjonowaniu miasta, nie miałbym nic przeciwko, ale póki co ten małpi gaj hamuje rozwój.

Mam propozycję dla szanownej Rady… Może warto zainwestować w internetowe transmisje video z sesji? Być może wtedy radni przyzwyczailiby się do obserwowania przez wyborców i wreszcie zaczęliby robić to, do czego ich wybraliśmy… W innych miastach już to zrobiono.

Lew wrócił wreszcie do Bytomia

Od dziś na Rynku można podziwiać ciężko wywalczoną rzeźbę śpiącego lwa. Póki co nieoficjalnie i w tymczasowym miejscu, ale już w piątek będzie oficjalnie, a w przyszłym roku stanie we właściwej lokalizacji. Bytomianie przechodzący przez Rynek z niedowierzaniem podchodzą do posągu i dotykają, by sprawdzić czy to rzeczywiście on. Następnie robią sobie przy nim zdjęcia i ja też nie omieszkałem zrobić kilku fotek:

Śpiący lew
Śpiący lew
Śpiący lew

Przy okazji kolejny raz muszę poruszyć temat napisu, który powinien zostać umieszczony przy lwie. Póki w tej kwestii wypowiadały się tak poważane osobistości, jak profesor Jan Drabina i doktor Jerzy Gorzelik, można było zauważyć postęp w dobrą stronę. Obydwaj panowie uznali, że zamiast upamiętniać jedynie bytomian poległych na wojnie francusko-pruskiej – co budzi pewne kontrowersje – dobrym kompromisem będzie uhonorowanie wszystkich bytomian poległych na wojnach. I ja całkowicie się z tym zgadzam.

Niestety do dyskusji dołączyli się panowie Marcin Hałaś i Maciej Droń dorzucając swoje uwagi. Droń stwierdził na łamach Życia Bytomskiego, iż nie ma sensu odwoływać się do historii i najlepiej by było, gdyby posąg stanął tam gdzie pamiętają go najstarsi bytomianie, czyli na zoli w parku. Według jego logiki skoro niewielu ludzi pamięta lwa stojącego na Rynku, to po co go tam na siłę stawiać. Mnie te słowa zszokowały, ponieważ Maciej Droń jest człowiekiem doskonale obeznanym w historii miasta i nie powinien na głos takich głupot opowiadać, ponieważ według jego toku rozumowania nie powinno się np. rekonstruować detali architektonicznych na elewacjach kamienic, bo niewielu ludzi je pamięta, a o Napoleonie lepiej się nie uczyć, bowiem tego w ogóle nikt nie kojarzy. Uratował jednak swój wizerunek propozycją umieszczenia przy lwie tablic opowiadających o burzliwych losach figury.

Marcin Hałaś w przeciwieństwie do swojego redakcyjnego kolegi stwierdził, że lepszym miejscem dla lwa jest jednak Rynek, lecz nie ma żadnej konieczności, aby wisiały przy nim jakiekolwiek tablice. Nie chce mi się już tego komentować, bo nie lubię się powtarzać. Moje zdanie na temat przemilczenia historii lwa znajdziecie kilka notek wyżej. Napiszę tylko tyle, że historia rodziny pana Hałasia w Bytomiu zaczyna się po wojnie, a np. moja ciągnie się już od kilku wieków i moim pragnieniem jest, żeby lew odwoływał się do przedwojennej historii miasta.

Zapomniana kapliczka

Na Śląsku jest wiele miejsc i obiektów, o których nie mamy pojęcia, mimo iż przez długie lata mieszkamy w ich pobliżu. Dopiero gdy człowiek dokładniej zainteresuje się swoim miastem ma szansę odkryć wiele intrygujących historii.

Takim odkryciem dla mnie jest kapliczka Maria Hilf ("Maryjo Wspomóż") znajdująca się na granicy Bytomia i Piekar Śląskich. Całe dzieciństwo eksplorowałem ten obszar i nigdy na nią nie natrafiłem. Dopiero niedawno w internecie znalazłem informacje o zabytkowej kapliczce, w pobliżu której spędziłem całe lata nie mając świadomości o jej istnieniu.

Nie tylko sam fakt jej obecności w tym miejscu mnie zaciekawił, ale także jej historia. Wybudował ją w 1905 roku pewien rzeźnik z Bytomia w miejscu morderstwa jego córki przez złoczyńców. Kapliczka upamiętnia także postój wojsk Jana III Sobieskiego w drodze na odsiecz do Wiednia w 1683 roku, kiedy to 12 września ówczesny władca Polski modlił się w piekarskiej bazylice. Było to też ważne miejsce kultu religijnego dla okolicznych mieszkańców. Sporo na ten temat można dowiedzieć się z poniższego filmiku stworzonego przez Piekarską Grupę Filmową:

Jak można się też dowiedzieć z tego materiału, obecnie kapliczka jest zapomniana i poważnie zdewastowana. Wewnątrz znajdował się dawniej ołtarz, tabernakulum, obraz i witraż Matki Boskiej Polnej. Był tam też żelazny krzyż, który zniknął stamtąd jako ostatni najprawdopodobniej skradziony przez złomiarzy. Neogotycka kapliczka znajduje się na terenie Piekar Śląskich, na działce należącej do Józefa Wieczorka, nieznanego z obecnego miejsca pobytu. Sama budowla podobno należy do parafii Świętej Trójcy w Szarleju, której nie stać na remont. Tak więc najprawdopodobniej kapliczka Maria Hilf nadal będzie popadać w zapomnienie, oddana przez właścicieli na pastwę wandali.

Jak się żyje na Witczaka?

Zwykle, gdy wrzucam zdjęcia na bloga, to przedstawiam optymistyczne tematy. Przyszedł czas na mniej przyjemny widoczek.

Pewnego razu fotograf Marcin Mazurowski biegając jak zwykle po mieście z lufą na wierzchu w pewnym podwórku przy ul. Witczaka spotkał trzy osoby przedstawione na poniższym zdjęciu, które następująco ujęły obecny stan Bytomia: "Prezydent się zmienił, nic się nie zmieniło. Niemożliwe żeby nie wiedział jak my tu żyjemy".

podwórko przy ul. Witczaka
 

Jak twierdzi prezydent Koj, czasem wybiera się na wizyty w terenie. Może czas odwiedzić kilka rozbarskich podwórek?